Pół kolejki na koniec marca
Wiadomo – w marcu jak w garncu. Po początkowym chłodzie mieliśmy ligową wiosnę, aż niespodziewanie powróciła jesień, a potem zima. W efekcie kila spotkań się nie odbyło.
Już w piątek wiadomo było, że zarówno Beskid jak i Orzeł w weekend nie zagrają. Grać usiłowano w Limanowej, ale boisko bardziej przypominało Krainę Lodu niż ligowe rozgrywki i mimo obecności kamer – spotkanie do skutku nie doszło. Udało się za to zagrać w sobotę, z czego na pewno cieszą się w Trzebini. Ekipa Piotra Wesołowskiego wreszcie mogła cieszyć się z ligowego zwycięstwa. Teren nie najłatwiejszy, bo stadion w Maniowach i od razu zero z tyłu. Już w zimie było widać, że młody zespół z Zachodniej Małopolski nie będzie jedynie dostarczycielem punktów, ale wreszcie przekuto to na konkrety.
Podział punktów w Tarnowie i Lisiej Górze chyba nie ucieszył żadnej z czterech drużyn, choć Sebastian Klimczyk doceniał po meczu punkt zdobyty z Unią, tym bardziej że przeciwnik mógł zadać decydujący cios w końcówce. Z takiego obrotu sprawy najbardziej cieszą się chyba na Suchych Stawach. Hutnik bowiem wyszarpał cenne zwycięstwo w Pcimiu, grając z przewagą jednego zawodnika od 51. minuty.
Stratę do liderującej dwójki zmniejszyły rezerwy Wieczystej, aczkolwiek pisanie w tym przypadku o „rezerwach” wydaje się nieco mijać z prawdą. O tym może szerzej uda się napisać w tygodniu. Nie ma co czepiać się tu ekipy z Chałupnika, że zdecydowano się utrzymać kilku zawodników z „jedynki” w rytmie meczowym. Bardziej chodzi tu o cały system, który z jednej strony powinien pomagać ekipom z Ekstraklasy i jej zaplecza, z drugie zaś wyrównywać szanse walki o czwartoligowe punkty.
Tak czy owak wygląda na to, że zarówno na podium jak i w dole tabeli walka będzie do ostatniej kolejki.
