Środa pełna niespodzianek
System grania co trzy dni (wliczając lokalne Puchary Polski) sprawia, że łatwiej o niespodzianki. Z drugiej strony mieliśmy kilka zmian wyników w ostatnich minutach gry. Tak czy owak – było ciekawie.
Nie najlepszą passę ma ostatnio Limanovia. Najpierw zespół nie zabrał koszulek na mecz w Woli Rzędzińskiej. W środę, po szybkim objęciu prowadzenia wydawało się, że będzie dobrze. Nie było. Goście z Niecieczy czterokrotnie umieszczali piłkę w bramce przeciwnika, a hat trika skompletował Jakub Wróbel. Po wysokiej przegranej z liderem do Woli Rzędzińskiej wybierała się Kalwarianka. Gracze Bogdana Zająca szybko strzelili gola i dowieźli korzystny wynik do końcowego gwizdka, kończąc mecz w 10.
Pcimianka wywiozła cenne trzy punkty z Modlniczki, grając to, co prezentowali w poprzedniej rundzie. Oddanie inicjatywy i szybkie przejście w tercję przeciwnika sprawiło, że o Błękitnych w tym meczu ie sposób inaczej napisać, że zapłacili to słynne frycowe. Ostre strzelanie urządzili sobie w Popradzie zawodnicy Glinika prowadząc już do przerwy 2:0.
Ten wynik jest jednak niebezpieczny, czego na swojej skórze doświadczyli gracze BKS. Doskonale weszli w drugą połowę w Andrychowie i wydawało się, że są na fali. Miejscowi udowodnili jednak, że walczą do końca i przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę, już w doliczonym czasie gry.
Kto spodziewał się łatwej przeprawy lidera w Białce, ten już po pierwszych 60 sekundach mógł zmienić zdanie. Co prawda Pasy doprowadziły po chwili do remisu, ale w drugiej połowie byli już w nie lada opałach. Najpierw stracili bramkę, a po siedmiu minutach Łukasza Ziemnika, który obejrzał czerwony kartonik. Koniec końców wszystko skończyło się sporymi emocjami, zwłaszcza na ławce rezerwowych gości i podziałem punktów.
Sporo działo się także na Suchych Stawach. Gdy miejscowi prowadzili już 2:0 ich kibice liczyli na spokojne dowiezienie zwycięstwa. Tak się jednak nie stało. Goście z Jaworzna dwukrotnie łapali kontakt i byli blisko powrotu do domu z jednym oczkiem.
Tarnowskie Jaskółki świetnie rozpoczeły obecny sezon, rozpoczynając środowa kolejkę w fotelu wicelidera. Ich kibice przecierali jednak oczy ze zdumienia, gdy na przerwę zawodnicy Dalinu schodzili z dwubramkowym prowadzeniem. Sporo nasłuchał się przy tym bramkarz Unii, który nie miał chyba najlepszego dnia. W drugiej części padł tylko jeden gol i zespół Przemysława Senderskiego mógł zadedykować pierwsze zwycięstwo w tym sezonie swojemu niedawno zmarłemu Krzysztofowi Kmiecikowi.
Jakieś czary musza odprawić w Ryczowie zawodnicy tamtejszego Orła. W każdym meczu grają, mają przewagę, obijają słupki i poprzeczki, a na koniec zwycięstwa nie ma. Tak było i w środowym meczu z niewygodnym zespołem z Maniów (swoją drogą zarówno odmiana nazwy tego zespołu, jak i nazwisko jakże sympatycznego trenera tej drużyny to zawsze spore wyzwanie) . Dwukrotnie gospodarze wychodzili na prowadzenie i dwukrotnie dali je sobie wydrzec z rąk. W końcówce meczu działo się wiele i w zasadzie każdy wynik był możliwy. Koniec końców Orzeł nadal pozostaje bez zwycięstwa.
Kolejne mecze już w sobotę.
